Wiadomości na temat literackiej Warszawy.

W nie spotykanym dotychczas tempie, nowe ambitne rozprawy i monografie naukowe; sparaliżowali cały ruch wydawniczy — na horyzoncie pojawiła się więc książka antykwarska, tak obficie dostarczana i tak błyskawicznie wykupywana, że można było śmiało mówić o jakimś wielkim renesansie czytelnictwa i bibliofilstwa warszawskiego, przybierającego prawie z dnia na dzień na rozmachu i w charakterystyczny sposób kształtującego życie ówczesnej, starej i nowej, inteligencji stołecznej. W tym papierowym królestwie osobną wysepkę stanowiła cicha antykwarenka Prabuckiego i Łazowskiego, nazwana przez nich Białym Krukiem, a znajdująca się przy ulicy Alberta, z dala od najpopularniejszych szlaków księgarskich, w małym, pozbawionym okien pokoiku, który mieścił się na tyłach księgarni sortymentowej. W księgarni frontowej królował przy kasie „pan Alfons", pan poważny i pozornie surowy, ale pod tą trochę sztywną powierzchownością kryjący ogromną dobroć, wypróbowaną lojalność i gorący patriotyzm, a po antykwarence niecierpliwie krążył „pan "Wiktor" (mój znajomy z ogłoszenia).