Wiadomości na temat literackiej Warszawy.

Równocześnie nie oderwała od umiłowanych zajęć i zainteresowań. Zacząłem się po prostu wyprzedawać. Na pierwszy ogień — bo to było najbardziej opłacalne — poszła skromna biżuteria rodzinna, później srebro, platery i porcelana, w następnej kolejności dywan, a po nim parę obrazów (oczywiście najgorszych) oraz mały zbiorek numizmatyczny. O naruszeniu pięknego księgozbioru, zbieranego tom po tomie — rzekłbym nawet: kartka po kartce — nie chciałem nawet myśleć. „To byłoby przecież świętokradztwo" — mówiłem. „I to byłoby głupstwo" — dodawałem po chwili rozwagi, przypominając sobie dziesiątki tematów, które zacząłem opracowywać przed wybuchem wojny i które powinny dojrzewać powoli, w odpowiednim „środowisku" książkowym, jakie udało mi się dopiero niedawno utworzyć dzięki wieloletnim wysiłkom i poszukiwaniom antykwarskim. Każda jednak decyzja może z czasem ulec korekcie i takiej właśnie przymusowej korekcie uległa, już na jesieni 1940 r., moja surowa klauzula biblioteczna. Postanowiłem mianowicie, po długim namyśle i wahaniu, pozbyć się — „w celach zysku" — paruset książek.